PIONIERSKI LOT BEZ SILNIKA NAD KANARAMI (VIDEO)

Aktualności

EL HIERRO/LANZAROTE: Zawodnik Red Bull dokonał tego, co przez długi czas uważano za niemożliwe. W przestworzach nad rajskim archipelagiem austriacki pilot wingsuitu zdołał utrzymać, a nawet wznieść wysokość, lecąc bez pomocy silnika. Ten wyczyn stanowi przełom w lotnictwie i stanowi wyzwanie dla granic aerodynamiki. Jednak zbiegło się to niemal w czasie z wypadkiem paralotniarza na sąsiedniej wyspie Lanzarote.

60-letni niemiecki paralotniarz ciężkim stanie trafił do szpitala po upadku z wysokości około 20 metrów z klifu w pobliżu plaży La Cantería w Órzoli na Lanzarote, do którego doszło 25 listopada. Tymczasem jesienią pilot w Yaiza został uratowany, gdy silny wiatr zepchnął go z kursu, a na Teneryfie odnotowano kilka zgłoszeń alarmowych w popularnych rejonach latania na południu tej największej kanaryjskiej wyspy. Zespoły ratunkowe nieustannie ostrzegają, że nagłe podmuchy wiatru i zmiany kierunku wiatru nadbrzeżnego mogą w ciągu kilku sekund zamienić zwykły lot w niebezpieczną sytuację.

Jednak nie przejął się tym zbytnio austriacki pionier wingsuitów, Peter Salzmann, który jednocześnie sprzeciwił się prawom grawitacji i ustanowił kamień milowy na skalę światową, wznosząc się niczym ptak nad jedną z najmniejszą wysp kanaryjskich El Hierro, gdzie co roku odbywa się światowy zlot paralotniarzy. To tutaj znajdują się najwyższe klify morskie w Europie, osiągając wysokość ponad 1000 metrów.

Utrzymał się na wysokości dzięki innowacyjnemu skrzydłu o profilu aerodynamicznym, inspirowanemu technologią Formuły 1.

Wśród majestatycznych klifów wulkanicznych El Hierro, Salzmann zbliżył ludzki lot do zachowań ptaków. Po raz pierwszy w historii pilot w wingsuite, używając wyprofilowanego skrzydła, szybował bez utraty wysokości, a co najważniejsze, a nawet nabrał wysokości, co wcześniej uważano wręcz za niemożliwe przy umiarkowanym wietrze.

Używając specjalnie zaprojektowanego, lekkiego skrzydła o profilu aerodynamicznym, przymocowanego do wingsuita, Salzmann wykorzystał wznoszące się prądy powietrza wzdłuż grzbietu górskiego, wznosząc się na wysokość 67 metrów, czyli mniej więcej tyle, ile wynosi wysokość 22-piętrowego budynku. Według Red Bulla, to pierwszy raz, kiedy pilot w wingsuite osiągnął dodatnie wzniesienie w naturalnych warunkach, bez ekstremalnych wiatrów.

  • Potrafiłem sunąć wzdłuż góry, skręcić i po 40 sekundach powrócić za ten sam punkt, tylko wyżej – powiedział Salzmann na stronie internetowej Red Bulla.

Przez ponad 160 sekund lotu wzdłuż grzbietu Salzmann wykonał wiele obrotów o 180 stopni, tracąc łącznie mniej niż 200 metrów wysokości. Dla porównania, typowy lot w wingsuite oznaczałby dziesięciokrotną utratę wysokości w tym samym czasie.

To osiągnięcie jest jeszcze bardziej niezwykłe, biorąc pod uwagę umiarkowaną prędkość wiatru. Wcześniejsze próby lotu w kombinezonie wingsuit wymagały silnych wiatrów o prędkości 120 km/h lub większej, a warunki te występowały tylko w ściśle określonych miejscach. Salzmannowi udało się to osiągnąć przy wietrze o prędkości około 40 km/h, zbliżonym do tych, z którymi komfortowo latają paralotniarze.

Sekret tkwi w wyprofilowanym skrzydle: lekkiej, aerodynamicznej powierzchni, zaprojektowanej w celu zwiększenia siły nośnej bez przekształcania wingsuitu w paralotnię lub lotnię, które wymagają znacznie większych skrzydeł do utrzymania stałego wznoszenia. To innowacyjne skrzydło pozwoliło Salzmannowi wznosić się, zachowując jednocześnie odczucia i kontrolę lotu w wingsuite.

Skrzydło zostało opracowane przez Red Bull Advanced Technologies z wykorzystaniem tych samych precyzyjnych symulacji komputerowych, które zastosowano przy projektowaniu bolidów Formuły 1. Austriacki ekspert od wingsuitów, Andreas Podlipnik, zaprojektował i zbudował profil aerodynamiczny, precyzyjnie dostrajając jego zachowanie, aby umożliwić precyzyjne manewrowanie blisko grzbietu, gdzie siła nośna jest najsilniejsza, a margines błędu najmniejszy.

Salzmann opisał lot jako najbardziej wymagający technicznie w swojej karierze. Jednoczesne sterowanie wingsuitem i skrzydłem wymagało wyjątkowej czułości:

  • Musiałem lecieć skrzydłem bardzo blisko punktu przeciągnięcia, ponieważ tam wytwarza największą siłę nośną przy tak dużym kącie natarcia. Ponieważ zarówno siła nośna, jak i wznoszące się powietrze nie są stałe, musiałem stale wprowadzać mikrokorekty kierunku i kąta – tłumaczył po udanym locie.

Przełom otwiera nowe horyzonty dla przyszłości lotów w kombinezonach wingsuit, przybliżając ludzi o krok do szybowania jak ptaki, bez silników, a teraz także bez utraty wysokości.

Foto: RedBull