DZICY LOKATORZY PRZEJĘLI HOTEL

Aktualności Porady

HISZPANIA/TENERYFA: Czterogwiazdkowy hotel Callao Sport w gminie Adeje – na południu turystycznego kurortu na Teneryfie zamieszkuje już obecnie grupa 300 nielegalnych lokatorów, tzw. ocupas. Właściciele obiektu zmagają się z problemem od lutego 2025 r., a sytuacja staje się coraz bardziej skomplikowana, bo dzikich lokatorów chronią jeszcze stare przepisy. Jednak wraz z wejściem w życie nowego prawa w Hiszpanii przeprowadzane są szybsze i bardziej zdecydowane eksmisje tzw. sqautterów.

Hotel Callao Sport znajduje się ok. 1,5 km od malowniczej plaży Playa de Ajabo na południu największej kanaryjskiej wyspy. Położona jest w malowniczej La Caleta de Interian i jest spokojną plażą ze „złotym” piaskiem. Ma 100 metrów długości i 20 m szerokości. Jest to jedno z najchętniej odwiedzanych miejsc w tym rejonie. Nic więc dziwnego, że w jej pobliżu chętnie chce zamieszkać wielu turystów i tzw. lokalsów.

Jak pisaliśmy na portalu NaKanarach.pl w kwietniu 2025 r. w hotelu Callao Sport najpierw zamieszkało 50, później już 100 osób. Obecnie grupa 300 osób zajmuje niemal w całości ten czterogwiazdkowy obiekt, nie płacąc nic za pobyt. Wykorzystali oni sytuację, że od 5 lat ten hotel stał pusty. W październiku 2020 r. ten 92-pokojowy kurort został zamknięty z powodu nierentowności związanej z pandemią COVID-19. Wówczas większość hoteli w Hiszpanii musiało tymczasowo zawiesić działaność. Ta sytuacja uniemożliwia właścicielom sprzedaż hotelu z dzikimi lokatorami.

Dzicy lokatorzy zajęli budynek 17 lutego 2025 r. Od tego czasu mafia mieszkaniowa prowadzi tam nielegalny biznes. Co więcej wynajmuje pokoje krótko i długoterminowo oraz czerpie zyski z bezprawnej działalności.

Właściciele są coraz bardziej zdesperowani brakiem reakcji ze strony wymiaru sprawiedliwości, zmagają się z chaosem, kradzieżami, dwastacjami i rosnącym poczuciem bezradności.

  • Robią, co chcą, a my płacimy rachunki – mówi z goryczą Margarita Domínguez, właścicielka hotelu.

Jak powiedziała Margarita Domínguez dziennikarzom programu informacyjnego hiszpańskiej telewizji „Telecinco”, okupanci „ukradli wszystko, aż po lampy, zniszczyli dokumenty hotelu”. W obiekcie, który miał zarabiać na wypoczywających tu turystach obecnie mieszka nielegalnie ponad 300 osób, także w pomieszczeniach gospodarczych, takich jak… składzik na śmieci.

Jak informował portal NaKanarach.pl już w kwietniu funkcjonariusze Gwardii Cywilnej odzyskali skradzione z tego hotelu przez „ocupas” meble i sprzęt o wartości ponad 25 tys. euro (ok. 105 tys. zł). Wśród tych przedmiotów były stoły, krzesła, leżaki i przemysłowe urządzenia kuchenne, w tym lodówki i piekarniki.

Ale to nie jedyny problem z dzikimi lokatorami. W tej okolicy dochodzi do drobnych kradzieży, handlu narkotykami, a także awantur i gróźb pomiędzy „okupantami” oraz wobec okolicznych mieszkańców. W tej sprawie zareagowało także Stowarzyszenie Hotelarskie i Pozahotelarskie Teneryfy, La Palmy, La Gomery i El Hierro (Ashotel), które bije na alarm. Przedstawiciele organizacji wskazują, że sytuacja w hotelu Callao Sport na największej kanaryjskiej wyspie to nie tylko naruszenie prawa, ale także poważne zagrożenie dla porządku publicznego.

  • To miejsce stało się ogniskiem przestępczości, gdzie dochodzi do handlu narkotykami, kradzieży i nękania przechodniów – ostrzega organizacja, wzywając do natychmiastowej interwencji władz.

Jednak w tej sprawie obecnie władze gminy Adeje ani policja niewiele mogą zrobić. Trzeba czekać na sądowy prawomocny wyrok. Sędzia odrzucił wniosek o eksmisję, tłumacząc, że nie ma tu mowy o potrzebie mieszkaniowej właścicieli, a jedynie o „złej woli”. Dodatkowo sędzia uznał, że… odcięcie prądu byłoby formą nacisku, co zmusza właścicieli do dalszego finansowania działalności przestępców.

Właściciele hotelu złożyli dotychczas pozew karny z dwoma odwołaniami oraz pozew cywilny.

  • W tej konkretnej sytuacji obowiązują stare przepisy ustawy o tzw. „okupas”, dlatego policja, nawet jeśli przyjedzie na miejsce to nie może podjąć interwencji, jeśli nie stwierdzi innych przestępstw lub wykroczeń, a jedynie poinformuje właściciela o możliwości złożeniu pozwu do sądu. Dzicy lokatorzy czują się więc bezkarni. I co więcej mogą tu mieszkać na koszt właściciela, który nie może im odciąć wody, prądu, czy gazu ani ich usunąć, aby nie narazić się na zarzut nękania aż do zakończenia procesu sądowego o eksmisję, który w Hiszpanii trwa średnio od 4 do 9 miesięcy. Niektóre sprawy mogą toczyć się nawet 23 miesiące – zauważa Wojciech Sikorski, redakator naczelny polonijnej gazety i portalu NaKanarach.pl.

Jak napisał niedawno portal NaKanarach.pl zajmowanie nieruchomości przez dzikich lokatorów nadal funkcjonuje w Hiszpanii, pomimo wprowadzenia 3 kwietnia 2025 r. zaostrzonych przepisów o tzw. „ocupas”. Pod koniec czwerwca 2025 r. grupa osób znalazła sposób, aby w urokliwej i licznie odwiedzanej przez turystów stolicy kanaryjskiej wyspy Lanzarote zamieszkać zupełnie za darmo. I to 1 km od oceanu. Jednak dzięki czujności i współpracy z mieszkańcami, lokalnej policji udało się skutecznie zapobiec nielegalnemu zajęciu przez tzw. „ocupas” 14 niedokończonych mieszkań w dzielnicy San Francisco Javier w Arrecife. Gdy funkcjonariusze przybyli na miejsce, znaleźli 20 osób w niedokończonym budynku. Dzięki mediacji policji grupa zgodziła się opuścić budynek dobrowolnie w ciągu pierwszych 24 godzin, zapobiegając długiej i skomplikowanej sytuacji prawnej. Następnie ekipy budowlane pospiesznie zamurowały okna i drzwi, aby uniemożliwić ponowne zajęcie nieruchomości.

26 czerwca 2025 r. policja usunęła ok. 20 osób, które nielegalnie zamieszkiwały opuszczony magazyn w Badalonie, na przedmieściach Barcelony. Burmistrz miasta Xavier García Albiol, wyjaśnił w filmie na profilu X , że budynek był zajmowany przez pięć lat przez „ludzi, którzy powodowali problemy z bezpieczeństwem, nieuprzejmością i przestępczością” . Stwierdził też, że niektórzy ludzie walczyli między sobą na noże, a jeden trafił do szpitala. Przypomniał też, że najważniejszą rzeczą „są mieszkańcy”, którzy mogą „żyć w pokoju i wychodzić nocą bez żadnego strachu”. ZOBACZ VIDEO:

https://elcaso.elnacional.cat/ca/noticies/desallotgen-nau-ocupada-anys-badalona-desenes-persones-dins_1441282102.html

Portal NaKanarach.pl informował też wcześniej, że wiosną 2025 roku (także przed wprowadzeniem nowych przepisów) grupa 46 turystów z Niemiec, którzy planowali wypoczynek na hiszpańskiej Majorce, została zmuszona do odwołania swojej rezerwacji w popularnym 3-gwiazdkowym hotelu Club Bellevue w Puerto Alcudia, ponieważ część zarezerwowanych przez nich apartamentów zajęli także dzicy lokatorzy

Z kolei na początku marca 2025 r. na południu Teneryfy intruzów aresztowała policja pod zarzutem nielegalnego wtargnięcia. Ofiara, która pracowała przez całą noc po powrocie do domu rano zastała w swoim mieszkaniu parę. Kobieta twierdziła, że właściciel dał jej klucz, a mężczyzna powiedział, że to ona zaprosiła go do niby „swojego mieszkania”.

Terminem “okupas” określa się w Hiszpanii osoby, które nielegalnie zajmują niezamieszkałe lub opuszczone nieruchomości. Zjawisko to nasiliło się po ogólnoświatowym kryzysie finansowym z 2008 roku, gdy tysiące Hiszpanów straciło domy na skutek niespłaconych kredytów hipotecznych. Wówczas wprowadzono w Hiszpanii przepisy, które miały chronić przed wyrzucaniem ludzi na bruk. Jednak z czasem takie absurdalne prawo zaczęły wykorzystywać zorgnizowane grupy przestępcze, które wyszukiwały, włamywały się i zajmowały domy. „Ocupas” mieli też swoich prawników. A na potwierdzenie „legalnego” pobytu powyżej 48 godzin np. zamawiali jedzenie na ten nowy adres, aby udowodnić policji, ze przebywają w nieruchomości powyżej 48 godzin, czyli zgodnie z ówczesnym prawem mogły przebywać w nieruchomości aż do czasu zakończenia sprawy w sądzie. Niestety w mieszkaniach dotychczas coraz częściej żyły osoby, które stać na wynajem, ale z bezczelności i cwaniactwa wybierały taką formę zamieszkania na cudzy koszt.

Według danych hiszpańskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych w 2024 roku odnotowano 16426 (na 25 mln nieruchomości w całej Hiszpanii) przypadków nielegalnego zajmowania nieruchomości, co oznacza wzrost o 7,4% względem roku poprzedniego. Jest to trzeci najwyższy wynik od początku prowadzenia statystyk w 2010 roku, kiedy to zgłoszono około 2000 takich przypadków.

Są jednak w Hiszpanii miejsca, w których ten problem jest największy, według statystyk za 2024 r.:

  • Katalonia – 7009 przypadków (ponad 40% wszystkich zgłoszeń w kraju)
  • Andaluzja – 2207 przypadków
  • Wspólnota Walencjańska – 1767 przypadków
  • Wspólnota Madrytu – 1451 przypadków
  • Wyspy Kanaryjskie – 519 zajętych nieruchomości

Ze statystyk wynika, że w popularnych wśród Polaków regionach Andaluzji (Sewilla, Grenada) i Walencji (Alicante), gdzie znajduje się turystyczny obszar z pięknymi plażami Costa del Sol i Costa Blanca, liczba interwencji policji związanych z okupacją jest niemal 2 lub 3-krotnie mniejsza niż w Katalonii (rejon Barcelony).

Według statystyk 80% nielegalnie zajmowanych nieruchomości należy do banków i funduszy inwestycyjnych, które często przez długi czas stoją puste, a tylko 20% do prywatnych właścicieli. Według analiz nowe nieruchomości są zdecydowanie mniej narażone na ryzyko okupacji, gdyż posiadają nowoczesne systemy zabezpieczeń i alarmy bezpośrednio połączone z policją, są zlokalizwane na strzeżonych osiedlach. Dzicy lokatorzy najczęściej wybierają nieruchomości starsze, opuszczone i niezabezpieczone.

3 kwietnia 2025 roku, przy sprzeciwie PSOE – posłów socjalistycznej partii rządzącej w Hiszpanii, weszła w życie ustawa Ley Orgánica 1/2025, potocznie nazywana “ley antiocupas” (prawo anty-okupas). Najważniejsze zmiany to skrócenie czasu rozpatrywania spraw dotyczących nielegalnego zajmowania nieruchomości do maksymalnie 15 dni i natychmiastowa eksmisja po wyroku. Dodatkowo służby porządkowe mogą interweniować bezpośrednio po zgłoszeniu nielegalnego zajęcia. W określonych przypadkach eksmisja możliwa jest także bez nakazu sądowego. Sędzia może także zezwolić na natychmiastowe opuszczenie nieruchomości jako środek zapobiegawczy, nawet przed rozprawą, na wniosek właściciela. Dodatkowo za wszystkie szkody wyrządzone na terenie nielegalnie zajmowanej nieruchomości musi zapłacić dziki lokator. Nowe przepisy dotyczą zarówno zwykłych domów, jak i drugich czy trzecich, takich jak dom wiejski, z którego korzysta się tylko w weekendy albo przebywa się tymczasowo np. kilka miesięcy w roku, co najczęściej dotyczy obcokrajowców.

Nowe hiszpańskie prawo nadal rozróżnia “allanamiento de morada” (włamanie do zamieszkałego domu) i “usurpación de vivienda” (zajęcie pustej, niezamieszkałej nieruchomości). W pierwszym przypadku reakcja służb jest natychmiastowa i jest to obecnie przestępstwo karne (wcześniej było to wykroczenie), za które można trafić do więzienia na 5 lat, a w drugim – dzięki nowym przepisom – również znacznie przyspieszona.

Nowe przepisy nie obejmują przypadków “inquiocupaciones”, czyli sytuacji, gdy właściciel przekazał klucze do domu, a najemca przestaje płacić czynsz. Wówczas lokator może pozostać w mieszkaniu do czasu wyroku eksmisyjnego. Podobnie jest w Polsce. Wyłączone są również z ustawy sytuacje, w których osoby zajmujące nieruchomość znajdują się w trudnej sytuacji życiowej.

I właśnie na to m.in. powoływała się jedna z kobiet polskiego pochodzenia, która mieszkała przez prawie rok za darmo na osiedlu z basenem w turystycznym kurorcie na południu Gran Canarii. Wcześniej straciła pracę i pozostała bez środków do życia. Finalny efekt tej sprawy był taki, że właściciel nieruchomości zaproponował jej zapłatę kilku tysięcy euro za szybsze opuszszczenie nieruchomości, bez czekania na eksmisję. Kobieta się zgodziła i dobrowolnie się wyprowadziła. Podobnie robi wielu właścicieli nieruchomości w Hiszpanii. Wolą się dogadać i zapłacić dzikim lokatorom, aby szybciej odzyskać swój lokal.

Standardowe polisy ubezpieczeniowe w Hiszpanii zazwyczaj nie obejmują ochrony przed nielegalnym zajęciem nieruchomości. Można dokupić wersję rozszerzoną, aby skorzystać z pomocy firmy, która za kilka tysięcy euro skutecznie i zgodnie lub na granicy prawa pomaga w usuwaniu dzikich lokatorów. W praktyce wygląda to tak, że przychodzi kilku rosłych panów do domu, podejmują negocjacje, ewentualnie siadają na klatce schodowej lub ogrodzie i czekają, aż dzicy lokatorzy wyjdą z domu. Następnie np. wystawiają drzwi, co ma zniechęcić do powrotu i ponownego zamieszkania.

Foto: Facebook/Yonathan de León, Ashotel