HISZPANIA: Po trwających od kilku tygodni masowych protestach w całej Hiszpanii spowodowanych kryzysem mieszkaniowym oraz problemami z imigrantami w Ceucie lewicowy premier Pedro Sanchcez ogłosił 5 października 2026 r. przedterminowe wybory, które odbędą się 29 listopada. Jak zauważa agencja Reutera, to dość ryzykowne posunięcie, ponieważ Socjalistyczna Partia Sáncheza pozostaje w tyle w sondażach.
Jeszcze pod koniec września rząd Sancheza przedstawił dwa długo opóźniane reformy i dekrety mieszkaniowe mające na celu ograniczenie praktyk spekulacyjnych, przedłużenie ochrony przed eksmisją dla najemców znajdujących się w trudnej sytuacji do 2030 r. oraz automatyczne przedłużenie istniejących umów najmu. Była to reakcja na organizowane od 23 września 2026 r. ogólnokrajowe demonstracje, organizowane także na Wyspach Kanaryjskich, które wybuchły po eksmisji 87-letniej Maricarmen Abascal z mieszkania w Madrycie, w którym mieszkała od 1956 r.. Jej czynsz wzrósł początkowo z około 500 euro do 2650 euro miesięcznie (wzrost ponad 5-krotny) po tym, jak budynek przejął fundusz inwestycyjny. Po głośnych protestach obniżono jej czynsz do 1650 euro, co wciąż stanowiło ponad 3-krotność pierwotnej stawki (wzrost o 1150 euro) i drastycznie przekraczało emeryturę kobiety. Brak możliwości opłacenia tej kwoty doprowadził pod koniec września 2026 roku do eksmisji. Ostatecznie, na skutek ogromnej presji społecznej, osiągnięto ugodę: fundusz zgodził się na powrót Maricarmen do mieszkania na podstawie nowej, 8-letniej umowy, w której czynsz nie przekroczy 30 procent jej dochodu netto.
2 października mniejszościowy rząd Sáncheza przegrał głosowanie nad propozycjami, które zwiększały ochronę najemców. Od 23 września w Hiszpanii trwają wielotysięczne protesty, których uczestnicy domagają się zwiększenia dostępności mieszkań.
Jak zauważa agencja Reuters, Sánchez liczy na wzrost poparcia po ostatniej przegranej – jego propozycje zostały bowiem dobrze przyjęte przez społeczeństwo, a odrzucili je prawicowi posłowie. To doprowadziło do kolejnych protestów publicznych w sprawie mieszkań, bo mieszkańcy Hiszpanii wskazują, że pomimo olbrzymich wpływów z turystyki (w 2026 r. spodziewany jest w tym kraju rekord – 100 mln wczasowiczów) to nie mają prawie z tego nic. W przeszłości pojawiały się plany, aby z wpływów z sektora turystycznego budować m.in. tanie mieszkania komunalne. Ale rząd Pedro Sancheza długo zwlekał, aby ruszć z tym programem. I na planach się skończyło. Wielu ludzi przy zarobkach ok. 1200 euro na rękę po porostu nie stać na wynajem mieszkania za 1 tys. euro.
2 października 2026 r. mniejszościowy rząd Sáncheza przegrał głosowanie nad propozycjami, które zwiększały ochronę najemców.
Jak zauważa Reuters, Sánchez liczy na wzrost poparcia po ostatniej przegranej – jego propozycje zostały bowiem dobrze przyjęte przez społeczeństwo, a odrzucili je prawicowi posłowie. To doprowadziło do planowanych nowych protestów publicznych w sprawie mieszkań.

Oliwy do ognia dolały skanadale korupcyjne oraz kryzys imigracyjny w Ceucie, z którym nie potrafił od ponad 2 miesięcy poradzić sobie lewicowy rząd. Pod koniec lipca do hiszpańskiej esklawy w Afryce – do Ceuty wtargnęło prawie 60 tys. obcokrajowców w ciągu jednej doby. Zrozpaczeni mieszkańcy wielokrotnie protestowali, blokowali konwoje z pomocą humanitarną i apelowali o natychmiastowe usunięcie pozostałych nielegalnych imigrantów do Maroka. Ale premier Sánchez odpowiedział mieszkańcom, że… muszą się przyzwyczaić do życia z imigrantami i że ie zamierza nic robić z pozostałymi tysiącami imigrantów, którzy codziennie dokonują napaści seksualnych, niszczą sklepy i wszczynają bójki.
- Nie możesz chwycić człowieka za ramię i po prostu przerzucić go przez granicę, jakby był workiem ziemi – mówił hiszpański premier.
Jednak na początku października 2026 r. policja używając strzałów ostrzegawczych zaczęła usuwać koczujących imigrantów z plaży i zawracać ich do Maroka lub do ośrodka w oczekiwaniu na azyl.
Wczesniej mówił on, że ponieważ imigranci z Hiszpanii historycznie napływali do innych krajów, Hiszpanie mają moralny obowiązek przyjmować przybyszów, tak jak ich rodacy byli przyjmowani gdzie indziej. Podkreślił jednak, że kwestia statusu jest również pragmatyczną koniecznością. Argumentuje, że brak imigracji oznaczałby olbrzymią cenę dla gospodarki w postaci straty 19% PKB do 2050 roku oraz aż 22% PKB do 2075 roku. W swoich wystąpieniach polityk stanowczo broni masowego programu uregulowania statusu cudzoziemców, wskazując, że napływ pracowników jest kluczowy dla ratowania systemu emerytalnego, usług publicznych oraz rynku pracy w obliczu starzejącego się społeczeństwa. Jednak w rzeczywistości często pomijano fakty olbrzymich pieniędzy przeznaczanych na pomoc dla imigrantów, za które można by wybudować wiele mieszkań dla Hiszpanów.
Urzędujący premier Hiszpanii już w raz w obliczu krzysu ogłosił w 2023 r. przedterminowe wybory parlamentarne. Choć wygrała wówczas Partia Ludowa (Partido Popular) to pomimo tego socjalistyczna partia PSOE Pedro Sancheza utrzymała władzę, wchodząc w koalicję z kilkoma innymi organizacjami, w tym separatystycznymi.
Obecnie sondaż PolitPro z 4 października 2026 r. w porównaniu do poprzednich wyborów jest również mało przychylny dla rządzącej koalicji. Partia Ludowa może liczyć na popracie 32% (-0,7), PSOE 26,2% (-5,5), prawicowy VOX 18,% (+5,8), Sumar 11,9% (-0,4), Salf 1,8 (+1,8), Bildu 1,4 (0,0), PNV 1,0% (-0,1), BNG 0,8% (+0,2), Coalicion Canaria 0,4% (-0,1), UPN 0,2 (0,0), Inne partie: 5,7%.
Według tego sondażu obecny rząd w Hiszpanii jest bez większości, a partie tworzące obecny rząd zdobyłyby zaledwie 42,9% mandatów w parlamencie.
Foto: TRT Espanol/Reuters, Facebook/PSOE Archiwum

